Okazja czyni fotografa…

Posted: Czerwiec 12, 2011 by Tomasz Wilczek in MotorbikeSite
Tagi: , , , , ,

Wydawać, by się mogło, że wszędzie można robić zdjęcia, chyba że ustawodawca postawił znak zabraniający nam tego… W praktyce wygląda to trochę inaczej…

Okazja czyni fotografa…

Mając do wyboru spędzenie niedzieli, która po sobotnim chłodzie i deszczu, była wielką zmianą, doprowadzało mnie i Pawła do szału! Nie myśląc zbyt długo postanowiliśmy doprowadzić jego Gixxera do stanu „bling” i wyruszyć na zdjęcia. Tym większa była nasza motywacja, że zdjęcia w poprzednim roku wyszły świetnie, a teraz po godzinach spędzonych w zimowe wieczory Suzi prezentuje się olśniewająco. Ruszamy!

Gdzie?! Podejście numer 1

Pomysłów gdzie pojechać było wiele. Pierwsze miejsce, było oddalone od naszego garażu o całkiem spory kawałek, ale to nie odległość była przeszkodą, lecz nawierzchnia. Ulica, która wygląda jak by jeździły po niej czołgi, wszelkie możliwe rodzaje dziur, wyrw, tartek itp… Ale dwa zapaleńców to nic, odpowiednio mała prędkość i nawet Gixxer nie protestował, że przyszło mu maltretować swoje „zawiasy” na dziurach. Dojazd do sterty złomu też nie był usłany równościami, a wręcz przeciwnie prowadziły do niej „kocie łby”. Gixxi postawiony na miejscu, sprzęt przygotowany do fotografowania i… Kontem oka zauważyliśmy, że w naszą stronę podążają dwaj panowie, którzy są ochroniarzami w pobliskiej firmie. O co chodzi?! – pomyśleliśmy. Jak można by się spodziewać, zostaliśmy grzecznie poproszeni, o to żeby nie robić w tym miejscu zdjęć. Ku Udało się nam tylko „strzelić” jedno zdjęcie. Posypały się nasze plany dotyczące tej scenerii…

I co dalej?

W zanadrzu mieliśmy kilka miejsc, więc nie pozostało nam nic innego jak się do nich udać. Po drodze spotkaliśmy pięknego Harley’a Electra pomalowanego aerografem z bardzo miłym riderem, który na stwierdzanie „piękny motocykl” odwdzięczył się odwinięciem manetki.

Po dotarciu na miejsce kolejnych zdjęć i przygotowaniu aparatów, stwierdziliśmy, że to idealne miejsce. Ku naszemu zdziwieniu, nikt nam nie przeszkadzał, nikt nie wezwał policji, a przechodzący obok, ludzie podziwiali Gixxera skąpanego w promieniach słońca.

Głowa kipi pomysłami…

Po tym jak stwierdziliśmy, że wykorzystaliśmy już chyba wszystkie możliwe ujęcia na tle graffiti, udaliśmy się w kolejne miejsce. To była ryzykowna decyzja. Głośno pracujący wydech Jardine GP i podjazd pod okna biurowca… Udało się nam nie wyciągnąć ochrony zza biurka i po raz kolejny dzisiaj upijać się widokiem motocykla. Pobliskie graffiti przy biurowcu stało się również naszym celem, a my staliśmy się celem rowerzystów przejeżdżających po sąsiadującej ścieżce rowerowej. Patrzyli na motocykl, a później na nas, jak na… wariatów, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

O Gixxie, który jeździł koleją…

Ostatnie miejsce było przypadkowe. Nie wiedzieliśmy, czy będziemy mogli tam dojechać, ale udało się. Już myśleliśmy, że nic z tego nie wyjdzie, bo znowu, w naszą stronę szedł jakiś jegomość, ale tym razem nie wygonił nas. Siupsss… Przy okazji fotografowania, powstało kilka fajnych, filmików, postaram się wkrótce stworzyć z nich interesujący materiał.

Morał…

Nie zawsze jest tak jak by się chciało, czasem jednak nie planowane wydarzenie, jest tym najlepszym. Tego dnia spotkaliśmy się zarówno z nieuprzejmością, jak i sympatią pracowników kolei.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s