Powstał by rozładować korki, teraz stał się przyczyną sporu. Teraz chcą z niego korzystać inni użytkownicy drogi. Problemem jest bezpieczeństwo oraz prawo, a może i kultura jazdy?!

A czym właściwie jest pas dla autobusów?
To pas ruchu, który został utworzony wyłącznie dla autobusów. Ma na celu usprawnienie transportu miejskiego. Korzystanie z buspasów przypisuje się także taksówkom, pojazdom przewożącym niepełnosprawnych oraz rowerom i motocyklom. Ostatnie dwa podmioty wywołują jednak dużo kontrowersji. Z założenia specjalnie wyizolowane strefy dla autobusów, miały wpłynąć na odkorowanie miast oraz poprawę ekologii.

Short story
Według Amerykańskiego Stowarzyszenia Transportu Publicznego (American Public Transportation Association) i Narodowej Bazy Transportowej (National Transit Database) pierwszy na świecie buspas powstał w Chicago w 1939 r. Pierwszy pas dla autobusów w Europie powstał w Hamburgu w 1962r. Następnie wydzielone pasy ruchu zaczęły się pojawiać w pozostałych miastach Niemiec i Francji, a pomysł skopiowali nawet Japończycy. W Europie z buspasów słynie Wielka Brytania. Już w 1972r kraje należące do OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) posiadały łącznie 149km tych specjalnych pasów ruchu w 100 miastach państw członkowskich.

Na najbardziej ruchliwym buspasie w Stanach Zjednoczonych (Tunel Lincolna w Nowym Jork) w szczycie przejeżdża 700 autobusów na godzinę, średnio więc jeden autobus co 5,1 sekundy.

Co słychać nad Wisłą?
W Polsce buspas to pojęcie mało znane. Najwięcej tego typu pasów można znaleźć w Warszawie. W 2009r stolica posiadała 32km stref dla ruchu autobusów, z każdym rokiem ich przybywa, obecnie jest ich już 38km.Oprócz Warszawy buspasy posiadają m.in. Łódź, Kraków, Wrocław i Lublin. Korki stały się domeną naszego przemieszczania się. Miasta zakorkowane są przez 365 dni w roku. Z każdym rokiem przybywa aut i kierowców, problem będzie więc narastać. Powiedzenie, że w grupie jest bezpieczniej w tym przypadku się nie sprawdza, bo tak wielkie „stado”, jakim jest korek uliczny, nabuzowane jest emocjami, a w momencie gdy każdemu się spieszy łatwiej o kolizję.

Czy znajdzie się odrobinę miejsca dla jednośladu?
Zakorkowane miasta, godziny szczytu, frustracja i nerwy to obraz codziennego dojazdu i powrotu z pracy milionów polaków. Można wyeliminować ten problem chociaż w kilku procentach, wystarczy przejść tylko do działania. Do tego trzeba planów i mądrych osób, które byłyby wstanie to ogarnąć, nie myśląc tylko o zyskach, co będzie niezmiernie trudne w Polsce. Jak widać historia buspasów w Europie sięga lat 70-tych. Polska dopiero raczkuje na tym polu.
Zaczynamy więc od olbrzymiego problemu, dla kogo jest buspas, jak egzekwować prawo i czy pójść komuś na rękę? Po drogach nie poruszają się tylko samochody, ale również motocykle, motorowery i rowery. Pojazdy te wjeżdżają w korek, próbując przecisnąć się między stojącymi autami w celu zajęcia miejsca przed np. sygnalizatorem świetlnym. Środowisko motocyklowe postanowiło wystąpić z pomysłem, żeby jednoślady poruszały się po pasie dla autobusów. Usprawniło by to ruch oraz oszczędziło stresu związanego z pokonywaniem korka. Pomysł jednak nie został całkowicie zaakceptowany. Zarządy komunikacji miejskiej twierdzą, że wpuszczenie na specjalnie wydzielone pasy motocykli i rowerów spowodowałoby wzrost wypadków, opóźnienia komunikacji miejskiej oraz problemy z wyprzedzaniem rowerzystów. Przeciwko udostępnianiu pasów dla autobusów jest straż miejska i policja. Regulacje prawne, które posiadamy pozwalają korzystać z pasów tylko autobusom, taksówkom (jeśli wiozą pasażerów), pojazdom przewożącym niepełnosprawnych oraz pojazdom uprzywilejowanym, gdy uczestniczą w akcji ratunkowej, jazda po tym pasie innych pojazdów (nie wymienionych wyżej) wiąże się z dość sporym mandatem.

Polak potrafi
Obecnie w stolicy znajduje się 38km buspasów. W związku z budową stacji metra na most Śląsko-Dąbrowski oprócz autobusów wpuszczono również motocykle. Powyższy przykład pokazuje, że można dojść do rozsądnych wniosków i ułatwić życie wszystkim użytkownikom dróg. Sami motocykliści organizują akcje mające na celu poprawę bezpieczeństwa. W Krakowie akcja pod hasłem „Wszyscy się zmieścimy”, została poparta przez magistrat. Tym sposobem na ulicach pojawiły się tablice informacyjne nawołujące do życzliwości w stosunku do motocykli. Akcja odbiła się w mediach szerokim echem i ostatecznie przyniosła oczekiwany skutek. Tablice zostały, a pozostali użytkownicy dróg chętnie zostawiali przejazd między autami stojącymi w korku, by bez stresu motocyklista zajął pierwsze miejsce na skrzyżowaniu.

Chciałoby się żeby w przyszłym sezonie motocykliści mogli bez łamania przepisów poruszać się po pasach dla autobusów. Kierowcy motocykli wywalczyli już zmniejszone opłaty za przejazdy autostradami, dlaczego więc nie wałczyć o swoje tym razem? Idąc śladem reszty świata, którą lubimy tak naśladować zróbmy coś dla poprawy bezpieczeństwa i naszej wygody. Wpuśćmy na buspasy jednoślady!

Zdjęcia pochodzą z Google.com i Wikipedia.com

Tak motocykliści z korkami walczą w Rosji. Materiał z przymrożeniem oka.

Odgrzewany kotlet?

Posted: 9 października, 2011 by Tomasz Wilczek in MotorbikeSite
Tagi: , , , , ,

Nowa stara Yamaha, tyle chce się powiedzieć po zobaczeniu R1-nki na sezon 2012. Pozorny brak zmian, nie jest do końca prawdziwy. Owszem pod względem wyglądu zmieniło się nadzwyczaj mało. Nowe malowanie, zmienione osłony wydechu oraz górna pokrywa półki zawieszenia podobna do tych z Moto GP.

Najpoważniejszą zmianą jest pojawienie się systemu kontroli trakcji. Chcąc liczyć się w walce o serca i portfele klientów, Yamaha musiała wyposażyć flagowego „przecinaka” w system TCS (Trtaction Control System). System ma być konkurentem dla najlepszych kontroli trakcji na rynku, a jego 6-stopniowa regulacja ma umożliwić maksymalne wykorzystanie silnika w każdych warunkach drogowych. Jeśli mówi już o silniku to pozostanie on bez zmian w stosunku do poprzedniej wersji. Dodatkiem na rok 2012 mają być diodowe światła przednie.

Zdjęcie pochodzi z google.com

Okazja czyni fotografa…

Posted: 12 czerwca, 2011 by Tomasz Wilczek in MotorbikeSite
Tagi: , , , , ,

Wydawać, by się mogło, że wszędzie można robić zdjęcia, chyba że ustawodawca postawił znak zabraniający nam tego… W praktyce wygląda to trochę inaczej…

Okazja czyni fotografa…

Mając do wyboru spędzenie niedzieli, która po sobotnim chłodzie i deszczu, była wielką zmianą, doprowadzało mnie i Pawła do szału! Nie myśląc zbyt długo postanowiliśmy doprowadzić jego Gixxera do stanu „bling” i wyruszyć na zdjęcia. Tym większa była nasza motywacja, że zdjęcia w poprzednim roku wyszły świetnie, a teraz po godzinach spędzonych w zimowe wieczory Suzi prezentuje się olśniewająco. Ruszamy!

Gdzie?! Podejście numer 1

Pomysłów gdzie pojechać było wiele. Pierwsze miejsce, było oddalone od naszego garażu o całkiem spory kawałek, ale to nie odległość była przeszkodą, lecz nawierzchnia. Ulica, która wygląda jak by jeździły po niej czołgi, wszelkie możliwe rodzaje dziur, wyrw, tartek itp… Ale dwa zapaleńców to nic, odpowiednio mała prędkość i nawet Gixxer nie protestował, że przyszło mu maltretować swoje „zawiasy” na dziurach. Dojazd do sterty złomu też nie był usłany równościami, a wręcz przeciwnie prowadziły do niej „kocie łby”. Gixxi postawiony na miejscu, sprzęt przygotowany do fotografowania i… Kontem oka zauważyliśmy, że w naszą stronę podążają dwaj panowie, którzy są ochroniarzami w pobliskiej firmie. O co chodzi?! – pomyśleliśmy. Jak można by się spodziewać, zostaliśmy grzecznie poproszeni, o to żeby nie robić w tym miejscu zdjęć. Ku Udało się nam tylko „strzelić” jedno zdjęcie. Posypały się nasze plany dotyczące tej scenerii…

I co dalej?

W zanadrzu mieliśmy kilka miejsc, więc nie pozostało nam nic innego jak się do nich udać. Po drodze spotkaliśmy pięknego Harley’a Electra pomalowanego aerografem z bardzo miłym riderem, który na stwierdzanie „piękny motocykl” odwdzięczył się odwinięciem manetki.

Po dotarciu na miejsce kolejnych zdjęć i przygotowaniu aparatów, stwierdziliśmy, że to idealne miejsce. Ku naszemu zdziwieniu, nikt nam nie przeszkadzał, nikt nie wezwał policji, a przechodzący obok, ludzie podziwiali Gixxera skąpanego w promieniach słońca.

Głowa kipi pomysłami…

Po tym jak stwierdziliśmy, że wykorzystaliśmy już chyba wszystkie możliwe ujęcia na tle graffiti, udaliśmy się w kolejne miejsce. To była ryzykowna decyzja. Głośno pracujący wydech Jardine GP i podjazd pod okna biurowca… Udało się nam nie wyciągnąć ochrony zza biurka i po raz kolejny dzisiaj upijać się widokiem motocykla. Pobliskie graffiti przy biurowcu stało się również naszym celem, a my staliśmy się celem rowerzystów przejeżdżających po sąsiadującej ścieżce rowerowej. Patrzyli na motocykl, a później na nas, jak na… wariatów, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

O Gixxie, który jeździł koleją…

Ostatnie miejsce było przypadkowe. Nie wiedzieliśmy, czy będziemy mogli tam dojechać, ale udało się. Już myśleliśmy, że nic z tego nie wyjdzie, bo znowu, w naszą stronę szedł jakiś jegomość, ale tym razem nie wygonił nas. Siupsss… Przy okazji fotografowania, powstało kilka fajnych, filmików, postaram się wkrótce stworzyć z nich interesujący materiał.

Morał…

Nie zawsze jest tak jak by się chciało, czasem jednak nie planowane wydarzenie, jest tym najlepszym. Tego dnia spotkaliśmy się zarówno z nieuprzejmością, jak i sympatią pracowników kolei.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wielki powrót…

Posted: 7 czerwca, 2011 by Tomasz Wilczek in MotorbikeSite

Już wkrótce motobikesite zostanie wskrzeszone. Mam nadzieję, że blog wróci do czasów swojej świetności i przyciągnie wielu odwiedzających. Zapraszam do odwiedzin!!!

Zapraszam!

Posted: 10 września, 2010 by Tomasz Wilczek in MotorbikeSite

Zapraszam wszystkich odwiedzających do zajrzenia na adres  http://motorbikesite.riderblog.pl/ gdzie znajdują się obecnie moje nowe wpisy. Zachęcam do odwiedzin komentowania i oceniania.

Gadżety dla pomarańczowych

Posted: 8 września, 2010 by Tomasz Wilczek in MotorbikeSite
Tagi: , , , , ,

KTM posiada w swojej ofercie bogaty zasób ubrań i gadżetów dla fanów marki ( Power Wear). Zakręceni na maksa fani marki chcą zawsze nosić wdzianka z logiem swojej ukochanej marki. Ciuszki są najwyższej jakości i posiadają najnowszej generacji ochraniacze. Jeśli jesteś już ubrany nie pozostaje nic innego jak ubrać jeszcze swój sprzęt.  PowerParts to akcesoria dla Twojej maszyny. Nie pozostaje nic innego, jak tylko zrobić zakupy i wyróżnić się w terenie. Pomarańczowy może być w tym sezonie najmodniejszy!

Zdjęcia pochodzą z Internetu.

Motocykl jest jak kobieta…

Posted: 6 września, 2010 by Tomasz Wilczek in MotorbikeSite
Tagi: , , , ,

Wiele jest porównań kobiety do motocykla. Wiele jest reklam prezentujących najnowsze modele motocykli. Co w wspólnego mają ze sobą te dwie rzeczy? Marketingowcy z Hondy wymyślili nietuzinkową reklamę CBR-ki z 2010 roku. Po dłuższym zastanowieniu można stwierdzić, że nie wiadomo  kto w prezentowanej reklamie gra główną rolę? Jednak abstrahując od kobiecego piękna, pomysł na klip reklamujący sportową Hondę godny pozazdroszczenia. Już obawiałem się, że nic nowego w dziedzinie reklam japońskich „przecinaków” nie powstanie. Ciesze się, że byłem w błędzie i czekam z niecierpliwością na odpowiedź Suzuki, Kawasaki i BMW.


Ducati- to brzmi dumnie. Wielu uważa te włoskie maszyny za skomplikowane i psujące się gadżety. Może jest w tym trochę racji, jednak nie każdy motocykl musi być tak ułożony i bezawaryjny jak japoński cruiser. Jak wiadomo Włosi kochają emocje i delektują się pięknem co widać na przykładzie prezentowanego Superbike. Dużą dawkę adrenaliny generuje silnik L-Twin o pojemności bliskiej 1200 ccm i generujący z dwóch cylindrów moc 170 KM! Ducati znane jest z konstruowania doskonałych dwucylindrowców więc o osiągi możemy być spokojni. Bez problemu zawstydzimy nie jednego „litra” z Japonii . Można zakochać się w prezentowanej maszynie od pierwszego wejrzenia i nic w tym dziwnego. Stylistycznie powala na kolana i występuje w dwóch najsłuszniejszych kolorach, czyli krwistym czerwonym oraz białym. Jednak jak każda maszyna nawet i Superbike ma wady. Po pierwsze jest do bólu hardcorowy. Jeżeli ktoś uwielbia walczyć z motocyklem i czuć adrenalinę nawet dojeżdżając w niedzielę do kościoła powinien być zadowolony. W innym wypadku będzie musiał pomyśleć nad kupnem innej maszyny lub traktować Ducati jako okazjonalną zabawkę. Trudno jednak bawić się tym motocyklem wydając na niego w podstawowej wersji ponad 70 tys. PLN. Cena nie jest ostateczna, doposażając to cudo w karbonowe dodatki i inne gadżety z długiej listy producenta cena przybiera niepokojące wartości. Jeżeli kogoś stać proszę bardzo, ale czy warto wydać 1,5 raza więcej niż za japońskiego konkurenta?! Włoch odpowie, że tak ale rozsądny człowiek zastanowi się chwilę. Nie ma wątpliwości, że jest to sprzęt nietuzinkowy, posiadający wiele wspólnych cech z torowym Ducati. Podsumowując można 1198 porównać do pięknej kobiety. Trzeba na nią dużo wydawać, ma swoje kaprysy, ale zazdrosny wzrok innych mężczyzn i fakt posiadania czegoś wyjątkowego rekompensuje wszystkie minusy…

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Każdy z nas kiedyś zaczyna swoją przygodę z motocyklami. Zastanawiamy się jaki sprzęt będzie spełniał nasze oczekiwania i oczywiście zmieści się w naszym budżecie. Propozycją motocykla do „startu” przygody z jednośladami enduro jest Derbi Terra 125. Jest to nowa konstrukcja, która już na pierwszy rzut oka przypomina większe maszyny takie jak „beemki” z serii GS. Porównanie nieco na wyrost, ale w końcu od czegoś trzeba zacząć, a jak wiadomo lepiej wzorować się na starszych i większych. Sprzęcik został wyposażony w silnik o pojemności 125 ccm, jest to czterosuw spełniający normę Euro 3.  Jednostka napędowa osiąga 15 KM i charakteryzuje się niskim apetytem na paliwo. Nie jest to całkowicie zasługą silnika, ponieważ moto waży 117 kg. Nie ma co się oszukiwać, nie jest to sprzęt dla wytrawnych jeźdźców z jednej prostej przyczyny brakuje mu wigoru i polotu większych sprzętów. Osoby szukające prostej maszyny z niewielkim silnikiem, a co najważniejsze nowej i znanej marki będą zadowolone. Warto zwrócić uwagę na wersję Adventure którą można doposażyć w kufry boczne, czyniąc z niej sprzęt do wypraw nie tylko asfaltowych.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Derbi Senda DRD Evo 50 SM to małe Supermoto z Hiszpanii. Wywodzi się w prostej linii z modelu enduro, a różni się od niego tym że posiada szosowe koła. Stojąc obok Derbi można odnieść wrażenie, że to „dorosły” sprzęt. Posiada wszystkie przymioty motocykla, tylko w mniejszej skali. Mały silniczek nie dostarcza zaskakująco dużej mocy i niestety rozczarowuje tym, że nie dorównuje charakterem stylistyce. Moc niespełna 3 KM kiedy silnik jest zablokowany oznacza, że „sprint” z pod świateł przegramy ze wszystkimi uczestnikami ruchu i objadą nas nawet „supermarketowe toczydła”. Jednak nie należy się tym faktem zbytnio przejmować, rzadko który sprzęt pojemności 50 ccm pozbawiony jest tuningu. Tutaj mamy szerokie pole do popisu, a moc z tej niewielkiej pojemności może oscylować nawet w okolicach 10 KM, a przy montażu cylindra o większej pojemności skokowej nawet 1,5 do 2 razy więcej. Inaczej niż w przypadku skuterów, Derbi reaguje na wzrost mocy. Roller po tuningu ma świetne przyśpieszenie, ale gdy rośnie prędkość pogarsza się prowadzenie. W hiszpańskim Supermoto mamy „zapas” w postaci świetnych hamulców, doskonałego zawieszenia i innych podzespołów. Pojawia się pytanie dlaczego Derbi nie wypuszcza z fabryki egzemplarzy z wyższą mocą? Otóż chodzi o spełnianie warunków homologacji na motorower. Cenowo sprzęt jest porównywalny z markowymi skuterami, jednak ma niewątpliwą zaletę jest ładny, uczy jazdy na prawdziwym motocyklu i spala niewielkie ilości paliwa. Czy to super moto? Pod wieloma względami tak, jednak wadą jest jak zwykle zaporowa w polskich realiach cena nowego sprzętu.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.